Parafia Rzymskokatolicka Św. Łukasz Ewangelisty w Lipnicy Wielkiej
Parafia Rzymskokatolicka
Św. Łukasz Ewangelisty
w Lipnicy Wielkiej
Strona główna

Na bieżąco:

News

Rozszyfrowujemy maryjny kod z Guadalupy

Data dodania: 2015-05-04 09:48:22

   31 maja: Przesłanie objawień MB z Gwadelupy
 
    Te objawienia niosą ze sobą trzy ważne przesłania:

    Po pierwsze: Prawdziwy Bóg, Pan tego, co bliskie i dalekie, Mistrz Nieba i Ziemi istnieje.
    Nasza Pani potwierdziła to nauczanie swoimi słowami do św. Juana Diego. Poprzez swój Obraz nauczała Ona także swoje dzieci nauki katolickiej wiary, objawionej przez Jezusa Chrystusa, którego Ona nosiła w Swoim łonie. Maryja jest Arką Nowego Przymierza, dając światu Eucharystycznego Jezusa.
 
    Po drugie: Obraz Naszej Pani dał jasną i zrozumiałą naukę o tym, jaki szacunek powinniśmy mieć do życia.
    Ona przyszła jako brzemienna Dziewica (co Indianie zrozumieli, widząc opasanie Maryi czarną wstęgą), ubrana w suknię czerwonawego koloru, znaczącego dla Azteków ziemię, krew i życie! Objawiła się ubrana w ŻYCIE, niosąca źródło ŻYCIA, Jezusa Chrystusa. Rysy Matki Bożej nie przypominają ani urody meksykańskiej, ani hiszpańskiej — jest Ona urody metyskiej. Jedna stopa Maryi jest na księżycu, a druga stopa jest tak uniesiona, jakby chciała wyrazić ruch. Oznacza to nie tylko pielgrzymowanie, ale także taniec, nieodzowny element świętowania w kulturach prekolumbijskich. Nad tuniką, na szyi, indiański krzyż oznaczający pełnię i nieśmiertelność. Płaszcz jest zielono-lazurowy, a kolory te oznaczają dziewictwo i godność królewską. Po cudownych wydarzeniach z roku 1531, ofiary z ludzi zakończyły się w Meksyku w ciągu kilku dni. Nasza Pani z Guadalupe przynosi także specjalne przesłanie dla nas dziś: o świętości rodziny.

    Po trzecie: Maryja, Córka Ojca, Matka Syna i Oblubienica Ducha Świętego, jest także naszą Matką.
     Jej obecność i wstawiennictwo jest potężne. Ona nas prowadzi, wyprasza nam łaski u Ducha Świętego, przynosi jedność serc i umysłów, nawrócenie, i wiarę w Chrystusa dla każdego z Jej dzieci. Prosiła przez Juana Diego, byśmy zawierzyli się Jej czułości i miłosierdziu. Jej cudowny Wizerunek przedstawia dla Ameryk, że jest zawsze w jedności ze swoim Synem, Jezusem Chrystusem w misji Odkupienia człowieka.
    Dzisiaj, w społeczeństwie pogrążonym w używaniu, materialiźmie i zeświecczeniu, ludzie ponoszą wielkie trudy, by odnaleźć duchowe znaczenie swojego życia. Przesłania, jakie Maryja z Guadalupe udzieliła swoim dzieciom w 1531 roku na wzgórzu Tepeyac w Meksyku, powinny ponownie dotrzeć do uszu mieszkańców tych ziem.
    W społeczności, gdzie mówi się więcej o Bogu niż do Boga (modlitwa), musimy sobie przypomnieć, że Bóg w Trójcy Świętej Jedyny istnieje, i że On wysyła Swojego Syna, Jezusa, jako Zbawiciela.
 
     Modlitwa za przyczyną MB z Gwadelupy

    Pamiętaj, o najłaskawsza Dziewico z Guadalupe, że w swoich objawieniach na Górze Tepeyac obiecałaś okazać litość i współczucie dla wszystkich, którzy szukają u Ciebie pomocy i ochrony. Wspominając na to, wysłuchaj naszych próśb i daj nam pocieszenie i ulgę. Jesteśmy pełni nadziei, że powierzając się twojej pomocy, nic nie może nas zmartwić lub zaatakować. Tak jak pozostałaś z nami przez Twój godny podziwu Obraz, tak też wyjednaj nam łaski, o które prosimy. Amen.

    ***
    Opracowania z fotografiami przygotowaliśmy w oparciu o:
  • Sekrety Guadalupe. Rozszyfrowanie ukrytego kodu. Grzegorz Górny, Janusz Rosikoń Maciej Marchiewicz, Rosikon Press, Izabelin-Warszawa, 2015 
  • Rozszyfrowany kod, Gabriela Szulik, w: Mały Gość Niedzielny, 5/2015, s. 6-12
  • ogólnodostępne materiały umiejscowione w sieci
       Specjalne podziękowania składamy p. Gabrieli Szulik, Naczelnej Małego Gościa Niedzielnego, którą ucieszyła nasza inicjatywa przygotowania czytanek i która pozdrowiła wszystkich uczestników majówek, oraz wyraziła przekonanie, że kiedyś osobiście odwiedzimy MB z Gwadelupy w Meksyku (mail z 26 maja br.)

       30 maja:  Uzdrowienie umożliwiające kanonizację bł. Juana Diego
 
 
      Kanonizacja św. Juana Diego stała się możliwa dzięki uznaniu cudu za jego wstawiennictwem przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych w 2001 r. 19-letni Juan Jose Barragan, student mieszkający w stolicy Meksyku 3 maja 1990 r. w stanie głębokiej depresji postanowił popełnić samobójstwo. Zamierzał wyskoczyć przez balkon z bloku mieszkalnego. W ostatniej chwili mama złapała go za nogi. Nie miała jednak wystarczająco siły, by utrzymać syna. Runął on głową w dół z wysokości 10 metrów. Matka zdążyła tylko krzyknąć: Juanie Diego, mój syn! Chłopak uderzył czaszką o betonowy chodnik. Przechodnie przekonani, że samobójca nie żyje, nakryli jego ciało prześcieradłem i zapalili świecę.
     Po kilku minutach, ku zdumieniu wszystkich Juan Jose zdjął z siebie prześcieradło i wstał o własnych siłach. Twarz miał pokrwawioną i zdeformowaną po upadku. Rozpoznał jednak matkę i powiedział: Mamo ale się uderzyłem. Natychmiast karetka zabrała go do szpitala. Barragan miał pekniętą czaszkę i stracił wiele z niezbędnych płynów ustrojowych. W drugim dniu hospitalizacji lekarze oświadczyli matce, że stan Juana Jose jest krytyczny, oni są bezradni i praktycznie oczekują na zgon. Matka nie rezygnowała. Usilnie modliła się za przyczyną Juana Diego, Sługi Bożego.
     6 maja 1990 r., dokładnie wtedy, gdy u MB z Gwadelupy Jan Paweł II beatyfikował Juana Diego - Juan Jose Barragan w pobliskim szpitalu Durango ocknął się nie wykazując żadnych objawów choroby. Personel medyczny przeżył szok. Badania wykazały, że pęknięcie czaszki samoczynnie się zrosło. 12 maja, w 9 dni po wypadku młodzieniec zdrowy i o własnych siłach opuścił placówkę. Jedenaście lat później, w grudniu 2001 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych potwierdziła, że niewytłumaczalny medycznie przypadek uzdrowienia meksykańskiego chłopca można uznać za cud za wstawiennictwem Juana Diego Cuauthlatoatzina. Św. Jan Paweł II kanonizował Juana Diego w Bazylice MB z Gwadelupy 31 lipca 2002 r.
 
 
 
         29 maja:  Święty Jan Paweł II w Nowym Targu o MB z Gwadelupy.
 
      Tak było w czasie pontyfikatu Jana Pawła II. Z pierwszą wizytą apostolską wybrał się do Meksyku, w styczniu 1979 r. w z drugą do Polski w tym samym roku w czerwcu. W Nowym Targu na lotnisku podkreślając piękno ojczystej ziemi wspominał wizytę u MB z Gwadelupy sprzed kilku miesięcy:
 
    Tu, na tym miejscu, w Nowym Targu, pragnę mówić o ziemi polskiej, bo jawi się ona tutaj szczególnie piękna i bogata w krajobrazy. Człowiekowi potrzebne jest to piękno krajobrazu — i dlatego też nic dziwnego, że ciągną tutaj ludzie z różnych stron Polski, a także i spoza Polski. Ciągną latem i zimą. Szukają odpoczynku. Pragną odnaleźć siebie w obcowaniu z przyrodą. Pragną odzyskać siły w zdrowym wysiłku fizycznym, w marszu, w podejściu, we wspinaczce, w zjeździe narciarskim.
        Ej, łza się woku kręci...
      Jest też ten kraj gościnny terenem wielkiej pracy duszpasterskiej, bo nie tylko siły ciała przychodzą tu krzepić ludzie, ale też siły ducha. Bóg wam zapłać, żeście na to dzisiejsze spotkanie przynieśli tutaj Matkę Boską Ludźmierską. Bóg wam zapłać, zwłaszcza Bóg zapłać proboszczowi ludźmierskiemu, który łatwo tego skarbu z kościoła nie wydaje.
      Matka Boska zawsze jest podobna do ludzi ze swojego domu. Kiedy teraz patrzyłem w Meksyku na Matkę Boską z Guadalupe, Matkę Boską Indian, przychodziła mi na myśl najbardziej Matka Boska Ludźmierska, bo to taka prawdziwa Gaździna Podhalańska.

      Homilia w Nowym Targu obok powiązań i podobieństw pomiędzy Meksykiem i Polską zawierała jedne z pierwszych próbek pieszczotliwej, mądrej, rozluźniającej gawędy papieskiej. Witając gości zgromadzenia Eucharystycznego Święty mówił:

     Bardzo żałuję, że ci nasi goście nie mogą widzieć Tatr, bo zawstydziły się i zasłoniły. Widzimy z ledwością zarysy Gorców i Turbacza. Może jak do tych Tatr będziemy przemawiać, będziemy im perswadować, to się odsłonią, przestaną się wstydzić. Dlatego też poprosiłem kardynała Jana Króla, aby był tutaj blisko mnie, bo może jak się we dwójkę weźmiemy, obaj Górale, to tym Tatrom przetłumaczymy, żeby się odsłoniły. A jak się nie odsłonią - same na tym stracą : ) To tyle moi drodzy na rozgrzewkę.

     Później, przy powitaniu gości z ziemi tarnowskiej wtrącił kolejną niewinną dykteryjkę, która oswajała, wywoływała salwy serdecznego śmiechu słuchających:

      Najgoręcej witam Was, tutejszych, wszystkich, którzy tu przybyli z Podhala i z Podkarpacia. Nie tylko z archidiecezji krakowskiej ale i z tarnowskiej. Nigdy się z księdzem biskupem tarnowskim nie sprzeczałem która diecezja piękniejsza. Jak mówił, że ładniejsza tarnowska, potwierdzałem, że ładniejsza, a jak wróciłem do Krakowa swoje se myślałem : )

       Po tym zadzierzgnięciu kontaktu ze słuchającymi, po zawiązaniu ścisłej relacji z góralami i z ceprami, którzy, jak to określił, świetnie znając gwarę, na górali się nazdali, poprawił się i zaczął mówić porządnie, między innymi o uczciwości i wierności obowiązkom w pracy zawodowej i o wierności małżeńskiej.
      Ej, łza się woku kręci, gdy się wspomina tamte chwile i tamto celne nauczanie, niby zlepek kontekstów, a wszystko ostatecznie znakomicie skrojone. Niedościgniony wzór. Bynajmniej nie dlatego łza się kręci, że góry ostatecznie się nie odsłoniły i tuż po celebrze pielgrzymi doznali oberwania chmury.

 
  27, 28 maja: Jan Paweł II u MB w Gwadelupie - cz. III
 
     Po raz drugi św. Jan Paweł II przybył do Meksyku w 1990 r. 6 maja w sanktuarium Matki Bożej z Gwadelupy ogłosił błogosławionym Juana Diego Cuauhltlatoatzina. Podczas Mszy św. beatyfikacyjnej papież powiedział o nim, że jest symbolem wszystkich pierwotnych mieszkańców tej ziemi, którzy przyjmowali Ewangelię Jezusa dzięki macierzyńskiej pomocy Maryi. Maryja wybrała go spośród najpokorniejszych, aby okazać mu swą przychylność i miłość poprzez objawienie się w Gwadelupie.
    W 1990 r. nadal obowiązywała w Meksyku antykościelna konstytucja. Przy władzy ciągle utrzymywała się Partia Rewolucyjno-Instytucjonalna, wroga Kościołowi. Tym razem jednak władze przyjęły papieża z dużo większą życzliwością. Św. Jan Paweł II wykorzystał swą wizytę, by zmienić nastawienie elit rządzących do katolików. Z jego ust padły wówczas słowa: "Kościół pragnie być traktowany nie jako ktoś obcy, ani tym bardziej nie jako wróg, którego należy zwalczać, lecz jako sprzymierzeniec we wszystkim, co dobre, szlachetne i piękne".
    Papieska mediacja wydała owoce. Trzecia pielgrzymka Jana Pawła II do Meksyku w sierpniu 1993 roku przebiegała już w zupełnie innej atmosferze. Po raz pierwszy został on przyjęty z honorami przysługującymi głowie państwa. Rok wcześniej bowiem przywrócono Kościołowi osobowość prawną, księżom zezwolono na głosowanie w wyborach, nawiązano stosunki dyplomatyczne między Meksykiem i Stolicą Apostolską. W trakcie tej podróży Jan Paweł II po raz kolejny odwiedził sanktuarium Matki Bożej z Gwadelupy. Potem była czwarta pielgrzymka w styczniu 1999 r. Wtedy papież nazwał MB z Gwadelupy "Gwiazdą Nowej Ewangelizacji, oraz ogłosił ją patronką Ameryki Łacińskiej.
    W 2000 roku doszło w Meksyku do największej politycznej zmiany od 1929 r. Po raz pierwszy od 71 lat prezydentem został polityk nie wywodzący się z Partii Rewolucyjno- Instytucjonalnej, w dodatku zdeklarowany katolik - Vicente Fox. Po swym wyborczym zwycięstwie udał sie do sanktuarium Matki Bożej z Gwadelupy i modlił się w skupieniu przed Jej obrazem. To właśnie za rządów Foxa doszło do piątej i ostatniej pielgrzymki Jana Pawła II do Meksyku w lipcu i sierpniu 2002 r. Po raz pierwszy w historii prezydent Meksyku ukląkł przed papieżem, aby ucałować Pierścień Rybaka. Do rangi symbolu urosło też przemówienie prezydenta, który miał odwagę oświadczyć, że Meksyk rozwija się pod opieką NMP z Gwadelupy. Papieża przyjmowano w miejscach celebry jak zwykle z wielkim entuzjazmem. Miliony Meksykanów skandowało Janowi Pawłowi II: Juan Pablo, hermano, ya eres mexicano! (Janie Pawle, bracie, już jesteś Meksykaninem!)
    ***
    Na zdjęciu: Vicente Fox, katolicki prezydent Meksyku (2000-2006)
 
 
 
      26 maja: Jan Paweł II u MB w Gwadelupie - cz. II
 
 
      Św. Jan Paweł II na spotkaniu z biskupami Ameryki Łacińskiej w styczniu 1979 r. mówił w sprawie tak zwanej teologii wyzwolenia: Obraz Chrystusa polityka, rewolucjonisty, wywrotowca z Nazaretu nie zgadza się z katechezą Kościoła (...) Chrystus nie podziela stanowiska tych, którzy mieszają sprawy Boże z polityką. On zdecydowanie odrzuca stosowanie przemocy (...) Błędem jest twierdzenie, że wyzwolenie polityczne, ekonomiczne, czy społeczne pokrywa się ze zbawieniem przyniesionym przez Chrystusa (...) Chrześcijańskie wyzwolenie oznacza uwolnienie człowieka od wszystkiego, co człowieka uciska, ale przede wszystkim wyzwolenie od grzechu i od Złego (...) wyzwolenie polegające na zniesieniu różnych rodzajów niewoli i idoli, wymyślonych przez człowieka i na kształtowaniu nowego człowieka. (...) Podstawą autentycznego wyzwolenia jest prawda".
    Nazajutrz, czyli 29 stycznia 1979 r. Papież spotkał się z Indianami w Culiacan (Kuliakan). Stanął przed nim jeden z indiańskich biedaków i powiedział: Krowy mają lepszy los niż my. Nie potrafimy się wypowiedzieć i nasze cierpienia musimy chować w tajemnicy naszych serc. Ale mimo to oddajemy chętnie te niewiele sił, jakie mamy na Twoją służbę". W odpowiedzi Jan Paweł II zawołał do zgromadzonego tłumu: Papież chce być Waszym głosem, głosem nie mogących mówić, lub nie słyszanych. Następnie zwrócił się do polityków: Do was woła sumienie ludzkie (...) krzyk opuszczonych, przede wszystkim krzyk Boga, i powtarza wraz ze mną: to niesłuszne, nieludzkie i niechrześcijańskie, żeby utrzymywać pewne wyraźnie niesprawiedliwe sytuacje.
    Kiedy po dwóch dniach papież odlatywał z Meksyku do Rzymu, oglądał z pokładu samolotu całe miasto migoczące blaskiem maleńkich światełek. Okazało się, że miliony mieszkańców stolicy trzymały w dłoniach lusterka, odbijające promienie słoneczne i puszczały zajączki przywiązania, szacunku i serdeczności w kierunku odlatującego gościa.      
 
 
       25 maja: Św. Jan Paweł II u MB w Gwadelupie

     Pierwszy raz św. Jan Paweł II odwiedził Meksyk podczas pierwszej wizyty apostolskiej swojego pontyfikatu w styczniu 1979. Wtedy Meksyk był państwem sprzeczności. Dziewięciu na dziesięciu Meksykanów było wtedy katolikami ale władze wyrażały uparcie swój sprzeciw wobec katolicyzmu i wszystkiego, co związane z Kościołem. Na niespełna trzy lata przed wizytą papieża zakończono budowę Bazyliki MB w Gwadelupie, sfinansowaną w dużej mierze z ofiar wiernych ale episkopat meksykański musiał zapłacić grzywnę rządowi meksykańskiemu za to, że papież wizytujący Meksyk pojawił się w sutannie. W Meksyku w latach 70-tych obowiązywał zakaz publicznego prezentowania się w stroju duchowym. Meksyk nie utrzymywał też oficjalnych stosunków ze Stolicą Apostolską, zatem papież nie został przyjęty w Meksyku jak głowa państwa. Przed zejściem z trapu samolotu na ląd meksykański musiał wykupić wizę meksykańską jak każdy podróżny.
    Wszystkie te upokorzenia i chłodne szczegóły oficjalnego przyjęcia rekompensowały spotkania z wiernymi. Wierzący Meksykanie powitali papieża z entuzjazmem. Przybyło ich na wszystkie spotkania z papieżem 20 mln.
    Jan Paweł II nauczył wtedy Meksykanów formuły Mexico semper fidelis, czyli Meksyk zawsze wierny Krzyżowi, Ewangelii, Stolicy Apostolskiej.
    Papież mówił wtedy do Meksykanów: W mojej Ojczyźnie mawia się Polonia semper fidelis. Polska zawsze wierna. Chciałbym także powiedzieć Meksyk semper fidelis, zawsze wierny. Historia religijna Waszego narodu jest historią wierności. Wierności ziarnom prawdy zasianym przez pierwszych misjonarzy, wierności wobec religijności prostej, lecz dobrze ukorzenionej, szczerej aż do ofiary, wierności wobec pobożności maryjnej, przykładnej wierności papieżowi. (...) W tej uroczystej godzinie chciałbym Was zachęcić do ugruntowania tej wierności, do jej wzmocnienia.
    27 stycznia 1979 roku odwiedził bazylikę MB z Gwadelupy. Modlił się przed cudownym obrazem Morenity. Modlił się przed wystąpieniem wobec zgromadzenia generalnego Rady Episkopatu Ameryki Łacińskiej, które miało nazajutrz odbyć się w Puebli. Przed jednym z najważniejszych wystąpień Jego pontyfikatu, w którym zamierzał piętnować tzw. teologię wyzwolenia.
    ***
    Na zdjęciu: Mexico współcześnie z lotu ptaka

 
 

         24 maja: Współczesna bazylika w Gwadelupie.

     Obecna świątynia została zbudowana w latach 1974-1976 według projektu meksykańskiego architekta Pedro Ramireza Vasqueza. Budowa bazyliki nie przekroczyła czasu 22 miesięcy. Państwo nie dołożyło do tej inwestycji nawet przysłowiowego grosza, ubogi kościół meksykański nie miał środków na sfinansowanie budowy, a bazylika powstała. Zadanie zebrania odpowiednich funduszy wziął na siebie Jesus Gonzalez Labastida. Jak postanowił, tak uczynił. Okazał się opatrznościowym ojcem sukcesu. Jednoosobowym Plac na terenie sanktuarium ufundował z kolei ówcześnie najbogatszy człowiek na świecie, meksykański przedsiębiorca libańskiego pochodzenia Carlos Slim Helu. Bazylika konsekrowana w dniu 12 października 1976 roku. Wysokość bazyliki to 42 metry. Jej kubatura w kształcie walca ma 100 metrów średnicy i może pomieścić do 50 tysięcy osób.
      Dach bazyliki przedstawia rozpostarty płaszcz Maryi nad wiernymi powierzającymi się Jej opiece. Ciekawostką jest i to, że przed obrazem MB we współczesnej bazylice znajduje się ciąg kilku ruchomych chodników, dzięki którym pielgrzymi mogą się przesuwać miarowo i wygodnie przed obliczem Madonny. Obok bazyliki usytuowano baptysterium, do którego Meksykanie przychodzą masowo, by chrzcić swe dzieci. W podziemiach bazyliki usytuowano krypty, w których można chować zmarłych. Meksykanie chętnie wybierają to miejsce pochówku.
        Bazylika Matki Bożej w Gwadelupie to centralny punkt najtłumniej odwiedzanego sanktuarium na kuli ziemskiej. Co roku odwiedza ją 20 mln pielgrzymów.

 
         23 maja: Barokowa bazylika MB w Gwadelupie
 
 
      Pamiętamy, że obraz Matki Bożej z Gwadelupy wystawiony był na widok publiczny w "świętym domku" czyli w malutkiej kaplicy wzniesionej spontanicznie przez Indian natychmiast po objawieniu. Kolejna świątynia w Gwadelupie powstała w 1622 r. Bywało, że w szczególnych okolicznościach przenoszono obraz w inne miejsca. Na przykład podczas wielkiej zarazy w 1629 r., albo w roku 1634 modlono się przed obrazem w meksykańskiej katedrze. W 1647 r. po raz pierwszy wizerunek osłonięto szkłem.
    27 kwietnia 1709 r. konsekrowano nowy, barokowy kościół, wzorowany na świątyni jerozolimskiej. Świątynia uchodzi dziś za jeden z najpiękniejszych kościołów na kontynencie amerykańskim. Jest perłą meksykańskiego baroku. W 1904 roku papież Pius X podniósł go do rangi bazyliki.
    Ostatniej przebudowy bazyliki dokonano w 1895 roku. Obecnie bazylika ma cztery wieże i kopułę o średnicy 40 m. W środku masywne korynckie kolumny podtrzymują dach kopuły. Do wykonania balustrad przy ołtarzu i innych ozdób zużyto 62 tony srebra. Aż do lat siedemdziesiątych XX wieku znajdował się tu złoty relikwiarz, zawierający płaszcz Juana Diego. Relikwiarz stał na wysokim ołtarzu z marmuru i brązu, za nim znajdował się posąg klęczącego Juana Diego. W święta na głowę Matki Boskiej wkładano koronę wysadzaną klejnotami.
       W tej świątyni doszło do niegroźnego na szczęście zamachu bombowego, którego dokonał Luciano Perez Caprio. Siłę uderzenia po wybuchu przyjął krucyfiks ustawiony przed obrazem. Obraz i w tym wypadku pozostał nienaruszony. Więcej szkód bazylice wyrządziły trzęsienia ziemi i niestabilność geologiczna terenu. Świątynia zaczęła się pochylać. Jej ściany pękały. W latach 70-tych ubiegłego wieku podjęto decyzję o budowie nowej bazyliki. W perle meksykańskiego baroku rozpoczęto prace konserwatorskie, które zakończono w 2002 roku. Obecnie bazylika pełni rolę kościoła ekspijacyjnego, czyli świątyni pokutnej na terenie sanktuarium.
    ***
    Na zdjęciu: Meksyk - stolica z bazylikami w Gwadelupie na pierwszym planie, barokową i współczesną.


  22 maja: Pierwsze uzdrowienia za przyczyną MB z Gwadelupy
 
      Wróćmy jeszcze do roku 1531, do roku cudownego objawienia MB. Jak pamiętamy, w dwa tygodnie po objawieniu i uzdrowieniu Juana Bernardino Indianie przenieśli cudowny Wizerunek Madonny do świętego domku - małej kapliczki u stóp wzgórza Tepeyac. Uroczysta procesja przechodziła przez miasto. Uczestniczyły w niej tysiące wiernych. Reprezentowane były najznamienitsze rody azteckie. Indianie cieszyli się, wiwatowali. Strzelali z łuków w powietrze. Jedna z zabłąkanych strzał ugodziła w szyję Indianina o imieniu Chickimec. Strzała raniła go śmiertelnie przebijając na wylot szyję. Ciało zabitego przeniesiono przed obraz Matki Bożej z Gwadelupy. Zebrani zaczęli modlić się o cud. Wyciągnięto strzałę z szyi nieboszczyka i wtedy nastąpiło coś, co zadziwiło wszystkich, mianowicie martwy ożył. Wieść o ożywieniu zmarłego błyskawicznie rozeszła się po okolicy.
      Kilkanaście lat później doszło w Meksyku do kolejnego cudownego zdarzenia. W 1545 roku w stolicy i w okolicach wybuchła epidemia. Ofiarą padali głównie Indianie, którzy nie uodpornili się jeszcze na choroby zakaźne przywleczone przez Hiszpanów z Europy. W ciągu zaledwie kilku miesięcy zmarło około 12 tysięcy ludzi. Lekarze byli bezradni. Franciszkanie postanowili zorganizować procesję dzieci, która udała się do obrazu Matki Bożej z Gwadelupy. Uczestnicy procesji błagali Matkę Bożą o oddalenie zarazy. Niebawem epidemia wygasła, co zostało odebrane jako wynik orędownictwa Najświętszej Panienki.

        My też możemy przyzywać jej pomocy na przykład tak:

       Pamiętaj, o najłaskawsza Dziewico z Guadalupe,
że w swoich objawieniach na Górze Tepeyac
obiecałaś okazać litość i współczucie dla wszystkich,
którzy szukają u Ciebie pomocy i ochrony.
Wspominając na to, wysłuchaj naszych próśb i daj nam pocieszenie i ulgę.
Jesteśmy pełni nadziei, że powierzając się twojej pomocy,
nic nie może nas zmartwić lub zaatakować.
Tak jak pozostałaś z nami przez Twój godny podziwu Obraz,
tak też wyjednaj nam łaski, o które prosimy. Amen.

     ***
       Na zdjęciu: Pielgrzym z Puebli pokonujący przełęcz Paso de Cortes w drodze do Gwadelupy.

      21 maja:  Maryja z Gwadelupy obrończynią chrześcijańskiej Europy pod Lepanto
 
 
       Już w XVI obraz MB z Gwadelupy zaczął być rozpoznawany w Europie. W 1570 r. arcybiskup Meksyku Alonso de Montufar nakazał sporządzenie kopii cudownego wizerunku Maryi. Kopię podarował królowi Hiszpanii , Filipowi II. Ten z kolei przekazał go księciu Giovanniemu Andrei Dorii, jednemu z dowódców flotylli chrześcijańskiej, która miała stawić czoło armadzie tureckiej pod Lepanto.
    W tym czasie imperium osmańskie znajdowało się u szczytu potęgi i zamierzało zbudować największą flotę na świecie. Turcy planowali podbić wszystkie kraje basenu Morza Śródziemnego. Muzułmanie zapowiadali buńczucznie, jak zdarza im się to również współcześnie, że zdobędą Rzym, a w bazylice św. Piotra na Watykanie urządzą stajnię dla swych koni.
      7 października 1571 r. doszło pod Lepanto, w Zatoce Korynckiej do wielkiej bitwy morskiej. Wzięło w niej udział ponad 200 okrętów. Przed starciem papież Pius V zarządził odmawianie modlitwy różańcowej w intencji zwycięstwa chrześcijan i odparcia wroga. Mimo przewagi liczebnej Turków batalia zakończyła się zwycięstwem chrześcijan. Właśnie dlatego wspomnienie MB Różańcowej przeżywamy 7 października.
     Wśród okrętów chrześcijańskich był jeden dowodzony przez admirała Giovanniego Andreę Dorię. W krytycznym momencie, gdy ważyły się losy bitwy, dowódca zszedł z pokładu do swej kabiny, by przed kopią obrazu MB z Gwadelupy, otrzymaną z Meksyku błagać Maryję o pomoc. Kapitan i Załoganci nie mieli żadych wątpliwości co do tego, że zwycięstwo dokonało się dzięki wstawiennictwo Morenity, Śniadej Pani z Gwadelupy.
    Na początku XIX w. potomkowie pobożnego admirała podarowali obraz mieszkańcom włoskiej miejscowości Aveto, nieopodal Genui. Do dziś obraz znajduje się w tamtejszym kościele św. Stefana, sanktuarium maryjnym. Aveto z Cudownym Obrazem, przed którym modlący się ratowali chrześcijańską Europę, należy dziś do napopularniejszych ośrodków pielgrzymkowych Ligurii.

***
     Na zdjęciu: Maryja z Gwadelupy przybliża zwycięstwo floty chrześcijańskiej pod Lepanto ze statku admirała Giovanniego Andrei Dorii.  

 
      20 maja:  Proces sądowy w sprawie wiarygodności objawienia MB z Gwadelupy
 
    Juan de Zumarraga, arcybiskup Meksyku od momentu objawień Matki Bożej na wzgórzu Tepeyac przeżywał drugą młodość. Mając w momencie objawień 62 lata rzucił się w wir pracy duszpasterskiej. Umierał w wieku 79 lat. Tuż przed śmiercią pisał w ostatnim liście, że jest szczęśliwy, gdyż w ostatnich dniach zdołał udzielić bierzmowania aż 400 tysiącom Indian. Jedna liturgia bierzmowania dla takiej rzeszy wiernych przerywana na odpoczynek trwała kilka dni.
    Następcą bpa Zumarragi, franciszkanina, został dominikanin, o. Alonso de Montufar - wielki czciciel Matki Bożej z Gwadelupy. Z powodu tejże czci popadł w konflikt z misjonarzami franciszkanami. Ci ostatni przejawiali bowiem wielką podejrzliwość w stosunku do objawień Juana Diego. Uważali, że zapoczątkowana przez niego pobożność jest zakamuflowanym  kultem ku czci pogańskiej bogini Tonantzin , która miała swą świątynię na wzgórzu w okresie sprzed objawień. We wrześniu 1556 r. w kaplicy klasztoru franciszkanów w Meksyku brat Fancisco de Bustamante wygłosił homilię, w której stwierdził, że ci, którzy  oddają cześć Matce Bożej z Gwadelupy - są bałwochwalcami i odstępują od wiary. Brat Francisco w ognistej, zapalczywej homilii oskarżył również o bałwochwalstwo arcybiskupa Alonso. Sprawa stała sie głośna. Surowa homilia wywołała gorszący konflikt, w którym oskarżycielem był prowincjał zakonu, a oskarżonym ordynariusz diecezji. Słowa oskarżenia padły w obecności wicekróla i centralnych władz nowej Hiszpanii. Wszystko działo się 8 września 1556 r. czyli w dniu w którym dziś obchodzimy święto Narodzenia Matki Bożej.
    Już następnego dnia arcybiskup Alonso nakazał otwarcie procesu w tej sprawie. W wyniku procesu okazało się, że kilku franciszkanów sprzeciwiających się pobożności  maryjnej wobec obrazu z Gwadelupy pozostało osamotnionych i nie mieli przekonywujących dowodów na bałwochwalstwo strony przeciwnej. W czasie procesu zgromadzono natomiast wiele relacji, które potwierdzały, że przez ostatnich 25 lat od objawienia kult maryjny w Meksyku ożywiał się i nie dawał najmniejszych podstaw do oskarżeń o bałwochwalstwo.
    Zajrzyjmy do relacji jednego ze świadków w tym procesie, Juana de Masseguer (Maseger): Cały lud otacza wielką czcią ów Wizerunek Matki Bożej i z wielką częstotliwością go nawiedza. Odwiedzają Matkę Bożą ludzie wszelkiego rodzaju, szlachetnie urodzeni i Indianie. Trzeba przyznać, że niektórzy Indianie ostygli nieco w tym nabożeństwie, bo tak im (o zgrozo! ) nakazali zakonnicy.
      ***
    Na zdjęciu: Popiersie 2. abpa Meksyku Alonso de Montufara, dominikanina (1551-1572)
 
 
       19 maja:  Historyczne źródło objawienia MB z Gwadelupy

      Jeszcze nieco naukowego spojrzenia na objawienie MB z Gwadelupy. Skąd znamy szczegóły objawienia maryjnego z Meksyku sprzed blisko pięciuset lat? Mamy źródło historyczne o tajemniczym tytule Nican mopohua (na zdjęciu strona tytułowa). Tytuł to pierwsze słowa tego dokumentu zapisane w języku indiańskim nahuatl. Można ten tytuł przetłumaczyć na język polski następująco: Zostanie tu opowiedziane...
    Napisał je Indianin Antonio Valeriano w latach 1553-54, czyli w niewiele ponad 20 lat po objawieniu. Antonio znał osobiście Juana Diego. Pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku Ernesto Barrus odkrył najstarszy rękopis Nican Mopohua w Bibliotece Publicznej w Nowym Jorku. Rękopis trafił tutaj w 1847 roku po krótkotrwałej okupacji terytorium Meksyku przez wojska amerykańskie. Dowódca wojsk amerykańskich wysłał przejęte przez zdobywców cenne rękopisy do zarchiwizowania w bibliotece.
    Posłuchajmy fragmentu tekstu Nican mopohua zapisanego przez Indianina Antonio Valeriano pomiędzy 1553 i 1554 r.
    Dziesięć lat po upadku miasta Mexico odłożono na bok strzały i tarcze. W wioskach zapanował pokój. Poddali się już wszędzie mieszkańcy jeziora i wzgórza. Tak zaczęła się wiara. Rodziła pierwsze pączki i owocowała poznaniem prawdziwego Boga. Boga, przez którego my żyjemy, prawdziwego Boga Teotl. Dokładnie w 1531 roku kilka dni po rozpoczęciu miesiąca grudnia pewien szlachetny wieśniak znalazł się w pobliżu wzgórza Tepeyac. Jego imię to Juan Diego. Mówiono, że jego dom był w Cauhtitlan. W porzadku Bożym cały ten region należał do Tlatelolco. Była sobota, kiedy panowała jeszcze ciemna noc. Juan Diego był w drodze, aby szukać praw Boga i Jego nauki. Gdy doszedł do podnóża niewielkiego wzgórza Tepeyac, zaczynało już świtać. Usłyszał śpiew ze szczytu pagórka, jakby śpiewały różne cenne ptaki. Ich głosy się zmieniały, a zbocze góry im odpowiadało. Ich śpiew był bardzo piękny i przyjemny. Lepszy niż głos ptaka coyoltototl (kojojtototl) i tzinizcan (cinizkan) i innych cennych śpiewających ptaków. Juan Diego zatrzymał się aby popatrzeć i pomyślał: Czy na to zasługuję? Czy jestem godzien tego, co słyszę? Może śnię? Może tylko widzę to w sennym marzeniu? Gdzie jestem? Może znajduję się w ziemi moich przodków? W Krainie Kwiatu, w Ziemi naszego ciała? Może tam, w środku nieba? Jego wzrok był skierowany na szczyt wzgórza, w stronę gdzie wstaje słońce, piękna niebiańska pieśń przychodziła stamtąd.
    Lecz nagle śpiew ucichł i wszystko ogarnęła cisza, a on usłyszał kogoś nawołującego go ze szczytu góry, mówiącego: Juantzin Juan Diegotzin! Ośmielił się pójść tam, gdzie wołał go głos. Jego serce wcale nie czuło się zmieszane i nie doświadczał jakiegokolwiek lęku. Przeciwnie, czuł się dobrze i był szczęśliwy. Dotarł do wierzchołka, ujrzał stojącą tam Niewiastę, wzywającą aby podszedł bliżej. Zbliżył się do niej i zachwycił się Jej doskonałym pięknem.
 
    
 
      18 maja:  Obraz MB z Gwadelupy zadziwia historyków.
 
   Swoje trzy grosze dokładają również historycy zainteresowani objawieniem MB z Gwadelupy. W czasie gdy doszło do objawienia Maryi na wzgórzu Tepeyac, w Europie trwała reformacja - bolesny czas w historii kościoła. Szczególnie trudny dla katolików okazał się właśnie rok 1531. W lutym tego roku zwierzchnicy kościelni obwołali zwierzchnikiem kościoła anglikańskiego króla Henryka VIII wypowiadając tym samym posłuszeństwo papieżowi. W tym samym roku i miesiącu w cesarstwie niemieckim książęta protestanccy utworzyli tzw. Związek Szmalkaldzki wymierzony przeciwko cesarzowi katolickiemu, Karolowi V. To pogrzebało ostatecznie szansę na zachowanie jedności kościoła. Reformacja sprawiła, że w krótkim okresie historycznym 5 milionów katolików porzuciło swe wyznanie i stało się protestantami. W tym samym jednak czasie na półkuli zachodniej Kościół Chrystusowy zyskał dziewięć milionów wyznawców spośród Indian. Historia ludzkości nie zna podobnego fenomenu. Nikt nie miał wątpliwości, że główną przyczyną masowego nawrócenia Indian na katolicyzm było objawienie MB z Gwadelupy.
***
     Na zdjęciu: Układ gwiazd na płaszczu MB zsynchronizowany z mapą nieba nad Meksykiem w dniu 12 grudnia 1531 r.
 
 
 17 maja:  Obraz MB z Gwadelupy zadziwia geografów, znawców sztuki, optyków i astronomów.
    
    Cudowny obraz MB z Gwadelupy wciąż zadziwia naukowców. Mówimy o nim, że jest obrazem, czyli sugerujemy, że został namalowany, jednak nie stwierdzamy na tym obrazie śladów pociągnięć pędzlem. Kolory obrazu nie wyblakły, nie starzeją się. Astronomowie przy pomocy współczesnego programu komputerowego odtworzyli widok nieba, a ściślej rzecz biorąc gwiazdozbiorów niebiańskich z dnia 12 grudnia 1531 r. Okazało się, że układ gwiazd namalowanych na płaszczu Madonny z Gwadelupy odzwierciedla układ tych gwiazdozbiorów widzianych z kosmosu tego właśnie dnia. Przyglądano się uważnie również ułożeniu kwiatów na tunice Matki Bożej. Porównanie pozwoliło stwierdzić, że ich ułożenie przypomina umiejscowienie wulkanów na mapie Meksyku.
    Oczom MB z wizerunku przyglądali się dokładnie okuliści. Wiadome, że Matka Boża patrzy z obrazu skromnie w dół. Mimo wszystko widać jej ośmiomilimetrowe źrenice. Powiększono je wielokrotnie. Badacze dopatrują się w nich wyobrażenia jednej, czy wielu postaci. Wielu dopatruje się nawet sceny rozmowy Juana Diego z biskupem Zumarragą przy rozwinięciu tilmy z cudownym wizerunkiem. Żaden malarz nie byłby w stanie zachować tego rodzaju precyzji na tak małej powierzchni. Natomiast współczesne ogromne powiększenia oczu Maryi z obrazu dają wiele do myślenia.
    ***
    Na zdjęciu: Analiza powiększenia tęczówek MB.
 

 
     16 maja:  Obraz MB z Gwadelupy czytelny dla Europejczyków
 
     Słyszeliście kiedyś o Metysach?
     Kto to taki?
     To człowiek, w którego żyłach płynie również indiańska krew. Metys ma jednego rodzica pochodzącego z rasy białej, a drugiego - Indianina. Metys ma ciemną, śniadą skórę z hiszpańska zwaną moreno. Dokładnie taką jak kolor twarzy Matki Bożej z Gwadelupy, na którą spoglądamy z dalsza. Maryja z Gwadelupy ma nawet swą własną, zastępczą nazwę Morenita.
      Połączenie krwi zapowiada połączenie kultur. I to również obserwujemy w obrazie Matki Bożej z Gwadelupy. Jej wizerunek zrozumiały dla rdzennej ludności indiańskiej jest równie czytelny dla Europejczyków, dla białych przybyszów z Półwyspu Iberyjskiego. W obrazie Maryi oprócz znaków błyskawicznie rozpoznawanych przez Indian znajdujemy również znaki do których przyzwyczajony jest katolik, kiedy wejdzie do któregokolwiek kościoła i spojrzy na figurę, lub obraz Maryi. Historycy sztuki wskazują nawet na XV-wieczny obraz Virgen de la Merced, który obecnie możemy oglądać w Barcelonie, w Muzeum Sztuki Katalońskiej. Meksykański cudowny wizerunek najbardziej go przypomina.
    A jakie to zrozumiałe dla katolika z Europy znaki? Złota broszka na tunice Maryi ma kształt równoramiennego krzyża, znaku zbawienia i najlepiej rozpoznawalnego znaku chrześcijaństwa. Anioł przedstawiony jako putto, czyli postać dziecka służy tej, której przypisujemy tytuł Matki Bożej Anielskiej. Maryja ma dłonie złożone do modlitwy. To wskazuje na cześć, chwałę i uwielbienie jakie Maryja składa Bogu. Do takiej czci, chwały i uwielbienia Matka Boża zachęca nas ze swego wizerunku. Księżyc pod stopami Maryi ma znaczenie dla Indian, bo jak wczoraj wspominaliśmy, wskazuje, że Maryja jest Panią Nieba. W równym stopniu ma znaczenie dla katolików, ponieważ obrazuje fragment z Apokalipsy św. Jana, w którym czytamy o księżycu pod stopami Maryi.
    Obraz jest zatem przemyślanym połączeniem dwóch kultur: indiańskiej i hiszpańskiej, oraz zapowiada wyłonienie się z ich połączenia trzeciej sfery kulturowej, meksykańskiej. Obecnie w Meksyku-mieście znajduje się plac o nazwie Trzech Kultur. Na tym placu wmurowano tablicę z następującym napisem: Dnia 13 sierpnia 1521 roku Tlatelolco, bohatersko bronione przez Cuauthemoca, popadło w niewolę Hernana Cortesa. Nie był to triumf, ani klęska, tylko bolesne narodziny ludu Metysów, którym jest dzisiejszy Meksyk.  
    Nie kłóćmy się o kilkadziesiąt dni wstecz, czy ku przyszłości. 13 sierpnia do 12 grudnia dzielą ledwie 4 miesiące. Jedno jest pewne. Pokojowe przenikanie się dwóch światów kulturowych, europejskiego i indiańskiego zostało zapowiedziane i dokonywało się przed obliczem Madonny z Gwadelupy.
     ***
     Na zdjęciu: W rodzinie latynoskich Metysów.  
 
 
        15 maja: Obraz MB z Gwadelupy zrozumiały dla Indian
 
 
       Pielgrzymi przychodzili do świętego domku, czyli kaplicy, którą u stóp wzgórza Tepeyac wznieśli Indianie z Cuautitlan. Tam właśnie umieszczono niezwykły obraz Maryi. Wkrótce potem Juan Diego poprosił biskupa Juana Zumarraga o możliwość zamieszkania w tym miejscu. Tak się stało. Przy świątyni powstał  niewielki budynek, w którym zamieszkał Indianin. Często modlił się przed wizerunkiem Matki Bożej. Opowiadał też chętnie pielgrzymom historię udzielonego mu objawienia.
    Jego wuj Juan Bernardino zmarł w wieku 86 lat. Juan Diego przeżył go o 4 lata i umierając osiągnął wiek 74 lat. Obaj zostali pochowani w pierwotnej kaplicy Matki Bożej z Gwadelupy, czyli w "świętym domku".
    Trwał ruch pielgrzymkowy wielu Indian do Sanktuarium Matki Bożej. Indianie modląc się przed obrazem widzieli w Maryi człowieka, bo nie nosiła maski jak wszystkie znane Indianom bóstwa. Czcili ją jako potężniejszą od wszystkich bogów, bo modlili się przed Panią, która ma pod stopami księżyc, zasłania sobą słońce i okrywa się płaszczem nieba. U Azteków błękitnozielony płaszcz przywdziewali jedynie władcy. Indianie dostrzegli również znaczenie chmur, obłoków otaczających na obrazie postać Maryi. One właśnie według tradycji indiańskiej wskazywały na rolę posłańca. Indianie wierzyli i wierzą, że Maryja jest człowiekiem ale przychodzi z przesłaniem z innego świata.
    Rozpoznawali w niej Dziewicę, Pannę, bo miała rozpuszczone włosy. Jednocześnie czarna kokarda i pas okalający Jej biodra, wskazywały wedle wierzeń indiańskich na stan błogosławiony Maryi, na oczekiwanie przez nią poczęcia. Indianie uznawali od początku patrząc na obraz, że Maryja jest Dziewicą i Matką jednocześnie, bo nosi w swym łonie prawdziwego Boga.
 
 
      14 maja:  Ukryty szyfr zawarty w tilmie jako podłożu cudownego obrazu 

      Kult maryjny przy sanktuarium w Gwadelupie rozwijał się błyskawicznie. Co na to wpływało? Wiele powodów.
    Przede wszystkim sama tilma, odzienie azteckie, które stało się podłożem dla cudownego obrazu przekazanego przez Maryję. Indianie od początku przywiązywali niebagatelną wagę do tego, że Maryja objawiła się na tilmie. W kulturze azteckiej dziecko po narodzeniu było poświęcane bóstwu. Rodzice nieśli je do świątyni na poświęcenie właśnie w tilmie. My też dziś prosimy, żeby Maryja przygarnęła nas pod Jej płaszcz. W ten sposób symbolicznie powierzamy się Jej opiece. Aztekowie wczoraj a Meksykanie dziś, kiedy modlą się do Maryi, by ich ukryła w swym płaszczu - nie muszą używać symboli. Modlą się o sprawę oczywistą, by otaczali szacunkiem obraz na płaszczu i by zasłużyli na spotkanie w niebie, na spotkanie, które ten obraz przybliża i wyraża.
    Ważne jest również i to, że podczas zaślubin azteckich związywano ze sobą żeńską koszulę huipilli oraz  męską tilmę połączonych węzłem małżeńskim. To był zewnętrzny znak połączenia małżonków w jednym związku. Skoro zatem Maryja przekazała Indianom swój wizerunek na męskim wierzchnim odzieniu, Inianie natychmiast zrozumieli, że jest to symbol zaślubin Maryi z ludem meksykańskim. Indianie doświadczając inicjatywy Maryi czuli się zobowiązani związać z Nią w nierozerwalnym węźle, zawrzeć nowe przymierze z Bogiem, odrzucając wcześniejsze wierzenia.
    Poza tym tilma służyła Indianom jako ochrona przed zimnem i promieniami słońca. Kiedy wprawnie zawinęli ją wokół szyi - stanowiła swoisty worek do przenoszenia żywności. Jeśli więc Matka Boża objawiła się Indianom właśnie na takim płótnie, ci natychmiast zrozumieli, że Maryja jak tilma, przynosi obronę w trudnościach i przeciwnościach, jest też nosicielką życiodajnego pokarmu, czyli Jezusa Chrystusa.
    ***
    Na zdjęciu: Moment zaślubin azteckich symbolizowany przez związanie odzienia. Ilustracja z azteckiego kodeksu.
 
 
     13 maja: Pierwsze tygodnie kultu MB z Gwadelupy
 
     13 grudnia 1531 r., nazajutrz po objawieniu cudownego obrazu na tilmie biskup i Juan Diego udali się na miejsce objawień pod wzgórzem Tepeyac. Tam Indianin pokazał biskupowi, gdzie ma być wybudowana świątynia według polecenia Matki Bożej. Stamtąd poszli do wioski Tutpetlac, by zobaczyć się z Juanem Bernardino. Zastali wuja całkowicie uzdrowionego. Starzec opowiedział im, że dzień wcześniej odwiedziła go Pani Nieba - a było to dokładnie w tym samym momencie, gdy Juan Diego rozmawiał z Maryją. Ona przywróciła umierającemu zdrowie. Poleciła też, by opowiedział o całym zdarzeniu biskupowi i wyjawił mu Jej imię: Doskonała Dziewica, Najświętsza Maryja z Guadalupe. Dla Indian było ważne to, że Matka Boża objawiła swe imię Juanowi Bernardino, a nie jego bratankowi. Starzec dla Indian, jak i dla nas, to nosiciel pradawnej kultury. Jego autorytet pomagał utrwalić się nowej tradycji. Skoro starzec, który wie najwięcej opowiada o objawieniu - nam młodszym nie pozostaje nic innego, jak uwierzyć mu, tak uważali Indianie.
      Ważne było również i to, że Bernardino użył słowa MB z Gwadelupy. Takie słowo nie było do tej pory znane żadnemu językowi indiańskiemu. Znali je Hiszpanie, bo taki tytuł, Matka Boża z Gwadelupy, nosiła do tej pory ich Madonna z Estremadury. Bywało, że duchowni zabraniali wiernym używać terminu Gwadelupa. Z czasem jednak wszyscy zgodzili się na posługiwanie się terminem, który wybrała Maryja.
        W ciągu dwóch tygodni Indianie z Cuautitlan wybudowali pod wzgórzem Tepeyac "święty domek", o który prosiła Pani Nieba. Przeniesiono tam jej cudowny wizerunek. Biskup Juan de Zumarraga przewodniczył tej uroczystości. 
      Błyskawicznie rozwijał się kult maryjny przy sanktuarium w Gwadelupie.
      ***    
    Na zdjęciu biskup Juan de Zumarraga, pierwszy ordynariusz Meksyku rodem z Hiszpanii. 
 
 
 
       12 maja: Juan Diego nosił tilmę biedaków

      Bogaci i szlachetnie urodzeni Aztecy nosili tilmydługie do kostek i farbowane różnokolorowo. Juan Diego ubierał tilmę dla biedaków: białą i sięgającą jedynie do kolan, Zszytą niezbyt starannie z dwóch kawałków płótna. Dziś już takiego materiału nie wykonuje się ze względu na niską opłacalność. Długo trwa wykonanie, a krótko używanie odzienia z takiego materiału.
      Jak na odzienie dla biedaka - zupełnie niespotykana i niepowtarzalna jest trwałość płótna tilmy Juana. Materiał tilmyzostał utkany z włókien agawy. Był nietrwały, szybko niszczał. Do naszych czasów nie zachowała się żadna tkanina z agawy oprócz cudownego wizerunku na płaszczu-szalu Juana Diego. Wszystkie rozpadły się ze starości. Badania konserwatorów sztuki potwierdziły, że płótno, na którym pozostawiła wizerunek Matka Boża nie wykazuje żadnych braków, ani oznak niszczenia. Tkanina przez ponad sto lat wisiała rozpięta bez szkła zabezpieczającego. Wisiała w niekorzystnych warunkach wystawiona na działanie dymu ze świec i kadzideł, wilgoci, soli ze słonego jeziora nieopodal. Dotykały ją setki tysięcy pielgrzymów pocierając, całując, wtulając weń swe twarze.
      Tkanina będąca podłożem dla cudownego obrazu z Gwadelupy nigdy nie była konserwowana. Pod koniec XVIII w. przeprowadzono ciekawy eksperyment. Zlecono ośmiu malarzom, by na ośmiu tilmach namalować osiem kopii MB z Gwadelupy i przechowywać je w pobliżu Cudownego Obrazu. Wszystkie kopie po kilku latach się rozpadły. Najtrwalsza zachowała się przez zaledwie 8 lat.
      W 1791 R. polerowano 18-kilogramowe ramy obrazu. Przy tych pracach obraz został w górnej części oblany kwasem azotowym. Sprawca próbował zetrzeć kwas z powierzchni obrazu. Żrąca substancja powinna natychmiast wypalić dziurę w płótnie. Jednakże nic takiego się nie stało.

***
      Na zdjęciu okaz agawy, z której liści Aztekowie wykonywali mało trwałe płótno tilmy.

       11 maja: Cudowna zawartość niepozornego zawiniątka

      Był 12 grudnia 1531 r. Juan Diego uwierzył słowom Matki Bożej. Uwierzył bez sprawdzania w to, że jego wuj cudownie wyzdrowiał. Nie było potrzeby wzywać księdza do umierającego człowieka. Była za to nagląca potrzeba, żeby zanieść kwiaty, które pomogła znaleźć Matka Najświętsza. Zanieść je biskupowi, który oczekiwał dowodu potwierdzającego prawdziwość przesłania Matki Bożej.
     Posłaniec po raz trzeci pojawił się w rezydencji Juana de Zumarraga z różami kastylijskimi zawiniętymi w tilmę, ni to płaszcz, ni to szal Azteków. Służący biskupa, którzy wcześniej stracili go z oczu, śledząc go, teraz nie chcieli go wpuścić przed oblicze biskupa. Próbowali mu odebrać to, co ukrywał w płaszczu. Byli wobec niego podejrzliwi i nieufni. Juan nie zniechęcał się przeszkodami. Po kilku spotkaniach z Maryją, która jedynie w nim widziała posłańca, stał się bardziej śmiały i odważny. Udało mu się dzięki wytrwałości i cierpliwości przekonać służących, by wpuścili go na pokoje biskupa. Stanął przed nim i zdał mu relację z ostatniego, czwartego spotkania z Maryją. Na koniec Indianin rozwinął tilmę. Wtedy biskup i wszyscy zgromadzeni padli na kolana. Na podłogę wysypały się kwiaty zerwane na wzgórzu Tepeyac. Najważniejsze jednak było to, co zgromadzeni zobaczyli na płaszczu, w który zawinięte były kwiaty. Widniał na nim obraz Matki Bożej. Cudowny wizerunek Matki Bożej z Gwadelupy.
     Biskup Juan natychmiast przekonał się do prawdy zawartej w przesłaniu Indianina. Znak, którego oczekiwał przerósł jego najśmielsze oczekiwania. Natychmiast umieścił niezwykły wizerunek w swej prywatnej kaplicy. Juanowi Diego polecił, by pozostał w jego pałacu do jutra.
      Juan Diego nieco się niecierpliwił, bo chciał się jak najszybciej spotkać ze swym uzdrowionym wujem. Z drugiej strony miał chwilę czasu na to, by uporządkować wspomnienia wydarzeń z ostatnich dni. Wspominał delikatny zapach kwiatów ze wzgórza Tepeyac. Wspominał wygląd objawiającej się Maryi. Widział śliczną, młodą dziewczynę, ubraną jak białe kobiety w suknię i niebieski płaszcz, ale cerę miała śniadą, indiańską. Wspominał śpiew ptaków i głos Maryi, i jej czułe Juanito, czyli Jasieńku, skierowane do niego przy każdym z objawień. Maryja zawsze mówiła do niego w języku zrozumiałym dla prostego Azteka, w języku azteckim nahuatl, mówiła czule jak mama do swego maleńkiego dziecka.
    10 maja:  Bukiet z kwiatów róży kastylijskiej

    W czasie czwartego spotkania z Juanem Diego Maryja po zapewnieniu, że jego wuj wyzdrowiał, poleciła mu, by wspiął się na wzgórze Tepeyac i zerwał rosnące tam kwiaty. Poprosiła, by przyniósł Jej zerwane kwiaty. Indianin wdrapał się na szczyt, choć pamiętał, że jeszcze dwa dni temu widział tam jedynie osty i kaktusy. Ziemia w owym miejscu była skalista i nieurodzajna. Widok, jaki ujrzał, zaskoczył go jednak. Chociaż był grudzień i panował lekki mróz, na wzgórzu kwitło mnóstwo rozmaitych kwiatów, w tym róże kastylijskie. Juan Diego zerwał je, owinął w swój płaszcz, czyli w tilmę i zaniósł Maryi. Ona wzięła kwiaty w dłonie, ułożyła je starannie i ponownie schowała do tilmy Juana. Następnie poleciła mu, by zaniósł zawiniątko do siedziby biskupa.
    W Polsce różę kastylijską można spotkać na każdym kroku. My ją nazywamy dziką różą. Jest piękna, zdrowa, bogata w witaminę C i świetnie smakuje jako marmoladka z płatków w pączkach, czy sok z tych samych płatków w herbacie. Ma długie kolce. Każdy jej kwiat ma pięć różowych płatków. Jeśli płatki są białe lub czerwone - znaczy to, że mamy do czynienia z krzyżówką gatunków. Krzak róży kastylijskiej może również spełniać rolę szalunkową, albo budowlaną. Posadzony na skarpie świetnie zabezpieczy ją gęstymi i mocnymi korzeniami przed osuwaniem. Róża kastylijska nie potrzebuje urodzajnej gleby. Przetrwa silny atak mrozu. Posadzona wzdłuż dróg oczyści powietrze z toksyn zawartych w spalinach. Róża kastylijska w 1531 r. w Meksyku była krzewem zupełnie nieobecnym i nieznanym.
    Te właśnie kwiaty miały zostać zerwane z krzewu przez Juana Diego. Miały być według Maryi znakiem oczekiwanym przez biskupa.

   
      9 maja: Choroba i uzdrowienie wuja Juana
 
 
  W czasie trzeciego spotkania z Juanem 10 grudnia 1531 r. Maryja zapewniła go, że otrzyma znak, o jaki prosi biskup. Otrzyma go, jeśli nazajutrz przyjdzie w to samo miejsce. Jednak następnego dnia, 11 grudnia w poniedziałek Indianin nie zjawił się na wzgórzu Tepeyac. Okazało się bowiem, że jego wuj Juan Bernardino, z którym mieszkał jest ciężko chory i potrzebuje pomocy lekarza. Później okazało się, że nawet lekarz nie pomoże wujowi. Było za późno na jakąkolwiek pomoc. Starzec umierał. Juan Diego nie mógł opuścić umierającego wuja.
       Nazajutrz, we wtorek, 12 grudnia Juan Diego skoro świt wyruszył do Tlatelolco, by sprowadzić kapłana do umierającego wuja. Po drodze musiał przejść obok wzgórza Tepeyac, gdzie do tej pory trzykrotnie rozmawiał z Madonną. Zbliżając się do wzgórza - stanął jednocześnie przed pytaniem, czy najpierw udać się po księdza, czy iść do Maryi, a potem z otrzymanym od niej znakiem udać się do biskupa. Postanowił, że w pierwszej kolejności musi wypełnić swój chrześcijański obowiązek wobec krewnego. Pójdzie po księdza, sprowadzi go do wuja, a odprowadzając księdza po posłudze wstąpi na wzgórze, żeby spotkać się z Madonną. Nie chcąc natknąć się na Matkę Bożą, postanowił pójść okrężną drogą i obejść wzgórze od strony wschodniej. Nie przewidział, że Niewiasta dojrzy go ze szczytu, zejdzie ze wzgórza i zastąpi mu drogę.
    Zmieszany nagłym spotkaniem i swoim ociąganiem się - wytłumaczył swą wcześniejszą nieobecność chorobą wuja. Opowiedział też Maryi o celu swej aktualnej podróży. Musi sprowadzić księdza, który wyspowiada wuja i przygotuje go do przejścia ku wieczności. Juan Diego przypominał tu nas wszystkich, którzy odkładamy spotkanie z Bogiem, czy Maryją na spokojniejsze czasy, na czas po załatwieniu wszystkich spraw z bliźnimi.
    W odpowiedzi, Maryja niczym nie urażona, pocieszyła go, żeby się nie martwił, bo właśnie w tej chwili jego wuj został uzdrowiony.
 
 
          8 maja:  Myśli Boga i Jego Świętych nie są myślami ludzkimi 
 
         Juan Diego po spotkaniu z biskupem w sobotę, 9 grudnia 1531 r. jeszcze tego samego dnia wrócił na wzgórze Tepeyac, gdzie ponownie spotkał Maryję. Czuł brak osobistego przygotowania do przekonania biskupa w misji, którą powierzyła mu Madonna. Poprosił Maryję, żeby wyznaczyła do tak odpowiedzialnego zadania kogoś innego, kogoś szlachetnie urodzonego. Kogoś, kto pięknym i przekonywującym słowem wywrze wrażenie na biskupie. Matka Boża poleciła mu jednak, by nazajutrz ponowił swoją próbę.
    W niedzielę, 10 grudnia Indianin udał się więc na poranną Mszę św. do kościoła św. Jakuba w Tlatelolco, a następnie znów uprosił biskupa Meksyku, Juana Zumarragę o posłuchanie. Rozmawiając z biskupem powtórzył mu polecenie Maryi, by u podnóża wzniesienia Tepeyac wybudowano świątynię katolicką. Biskup zrozumiał, że nie jest to chwilowy kaprys, czy przywidzenie niedawno nawróconego Indianina. Wypytywał o szczegóły spotkań Juana Diego z Maryją. Chciał sobie urobić własny pogląd na sprawę. Dopytując, wykluczał rozbieżności i nieścisłości w opowiadaniu Juana. Na koniec zażądał przekonywującego znaku, który byłby dowodem prawdziwości jego relacji. Gdy Juan wyszedł z pałacu biskupiego, biskup polecił kilku służącym, by go śledzili. Zastanawiające, że ci dziwnie stracili go z oczu właśnie w pobliżu wzgórza Tepeyac. Myśli Pana Boga i Jego Świętych wymykają się spod kontroli człowieka.
    Tymczasem Juan Diego po raz trzeci spotkał się z Maryją. Ona zapewniła go, że otrzyma znak, o jaki prosi biskup. Otrzyma go, jeśli nazajutrz przyjdzie w to samo miejsce.
 
 
        7 maja:  Pierwsze spotkanie Maryi z Juanem Diego

      Juan Diego 9 grudnia 1531 r. szedł z osady Tulpetlac, gdzie mieszkał jego wuj Juan Bernardino, do franciszkańskiej misji przy kościele św. Jakuba w Tlatelolco. Szedł na cotygodniową, sobotnią katechezę.  
    Nagle usłyszał ze szczytu niezwykle piękny śpiew. Wdrapał się na szczyt i zobaczył młodą kobietę w błyszczących szatach. Kobieta powiedziała mu: Wiedz mój mały ukochany synu, że ja jestem zawsze doskonała Dziewica, Najświętsza Maryja, Matka prawdziwego i jedynego Boga, który jest Dawcą i Panem życia, Stwórcą człowieka, w którym istnieją wszystkie inne rzeczy. On jest Panem nieba i Panem ziemi.
    Następnie Maryja poprosiła Indianina, by udał się do biskupa miasta Meksyk, Juana de Zumaragi, i przekazał mu, że Ona pragnie, by wybudowano Jej świątynię u podnóża góry, na której rozmawiali. Madonna zapewniła też, że będzie w tym miejscu okazywać pomoc proszącym.
      Juan Diego udał się do siedziby biskupa Meksyku. Biskup przyjął go i wysłuchał uważnie. Nie dał wiary jego słowom. Po pierwsze Kościół z dużą ostrożnością traktują relacje o prywatnych wizjach, czy objawieniach, zwłaszcza jeśli pochodzą one z ust neofitów, czyli co dopiero nawróconych na chrześcijaństwo. Po drugie biskup z rezerwą przyjął propozycję, by święty domek Maryi powstał nieopodal miejsca, w którym jeszcze niedawno stała azteckiej bogini. Biskup obawiał się nałożenia indiańskich wspomnień związanych z tym miejscem na pobożność maryjną i wzniecenia wygasłego kultu bałwochwalczego.
    Odprawiony z niczym Juan Diego jeszcze tego samego dnia wrócił na wzgórze Tepeyac, gdzie ponownie spotkał Maryję.
    ***
      Na zdjęciu: Msza św. kanonizacyjna bł. Juana Diego. Bazylika MB w Gwadelupie. Ostatnia podróż apostolska Świętego Papieża do Meksyku. 31 lipca 2002 r.
 
      6 maja:  Chrzest i katechumenat Juana Diego
 
     Juan Diego w momencie objawienia Matki Bożej w Gwadelupie miał 57 lat. Urodził się w niewielkiej wiosce, 20 kilometrów od Tenochtitlan, stolicy państwa azteckiego, które Hiszpanie po zdobyciu przemianowali na Meksyk. Był prostym Indianinem. Gdy był dzieckiem -  poświęcono w Tenochtitlan Wielką Świątynię aztecką, co oznaczało ni mniej, ni więcej, tylko śmierć wielu tysięcy ludzkich ofiar. Gdy osiągnął wiek dojrzałego mężczyzny - około pięćdziesiątki - przeżył gwałtowny upadek azteckiej potęgi religijnej i państwowej. Upadek jego świata.
    Należał do grupy Indian, która najwcześniej przyjęła chrzest, najprawdopodobniej już w roku 1524. Ochrzcili go pierwsi misjonarze franciszkańscy Meksyku. Właśnie wtedy, w wieku 50 lat, podczas chrztu porzucił wcześniejsze imię starego człowieka Cuauhtlatoatzin (Kłałtlatoacin) Mówiący Orzeł. Przyjął nowe imię świadka Chrystusa - Juan Diego (Jan Jakub). Wraz z nim przyjęła chrzest jego małżonka Maria Lucia.
    W Ameryce XVI w. odstąpiono od tradycyjnej formuły obecnej w Kościele od zawsze, wymagającej, by najpierw nauczyć kandydata do chrztu prawd wiary, a potem udzielić mu sakramentu. Już w kościele apostolskim pierwszych wieków katechumeni, czyli kandydaci na chrześcijan byli wtajemniczani w prawdy wiary przed chrztem. Chrzest wieńczył okres katechumenatu. W podbitym przez Hiszpanów Meksyku i całej Ameryce Łacińskiej franciszkanie postępowali odwrotnie. Najpierw chrzcili chętnych tubylców, a potem ich katechizowali. Katechizacja po chrzcie trwała kilka lat. Potrzeba było wiele czasu, by nauczyć Indianina tego, co dla Europejczyka wydawało się jasne i oczywiste. Nie można było spieszyć się. Nowo ochrzczonych katechizowano w kaplicach otwartych, podobnych np. do muszli koncertowej w Opolu. Chodziło o to, żeby zgromadzić jak najwięcej katechizowanych, ochronić ich przed słońcem i deszczem, a jednocześnie skupić ich w miejscu przewiewnym, wentylowanym.
    Misjonarze katechizowali najczęściej w sobotnie przedpołudnia. Wydarzenie, które odmieniło losy Ameryki nastąpiło właśnie w sobotni poranek, 9 grudnia 1531 r.
    Juan Diego szedł wówczas z osady Tulpetlac, gdzie mieszkał jego wuj Juan Bernardino, do franciszkańskiej misji przy kościele św. Jakuba w Tlatelolco. Szedł na cotygodniową, sobotnią katechezę.  
     ***
     Na zdjęciu: Indiańscy potomkowie Juana Diego z pielgrzymką w Gwadelupie.
 

      5 maja: Misjonarze katoliccy obrońcami Indian

   
Szacuje się, że obecnie w 100 milionowym Meksyku żyje od 90 do 95 milionów katolików. To po Brazylii drugi na świecie katolicki kraj.  Chociaż pracuje tam ponad 16 tys. księży (niemal dwukrotnie mniej niż w Polsce), to kościół prowadzi prawie 9 tys. szkół, w których uczy się blisko 2 mln dzieci i młodzieży oraz ponad 250 szpitali.
    Systematyczne misje w Meksyku przed blisko 500 laty podjęli niderlandzcy franciszkanie. W niedługim czasie jeden z nich, Zumaraga został pierwszym biskupem miasta Meksyk. Za nimi przybywali inni: dominikanie, augustianie. Okazało się, że zwłaszcza po objawieniu Matki Bożej w Guadalupie pierwsze rezultaty ich pracy były zadziwiające. W ciągu 20 lat ochrzcili kilka milionów ludzi. Potem trzeba było zamieszkać wśród Indian, zdobyć ich zaufanie, złożyć świadectwo życia wiernego Bogu. Ich praca misyjna rozpoczęła się od nauki języków Indian. Z czasem wydali pierwsze słowniki i katechizmy w języku tubylców. Misjonarze zajęli się także nauczaniem praktycznym Indian. Uczono ich tego, co mogli im zaoferować Europejczycy, mianowicie budowy domów, uprawy roli, hodowli bydła, tkania materiałów. Zakonnicy służyli im swoją radą, leczyli chorych, bronili uciskanych. Meksyk stawał się katolickim krajem.
    Misjonarze stali się nie tylko ojcami duchownymi Indian. Bronili ich przed jakimkolwiek nadużyciem ze strony świeckiej władzy kolonizatorów. Indianie zaleźli też zwolennika w Papieżu. W 1537 roku Papież Paweł III potwierdził prawa rodzimej ludności Ameryki Łacińskiej do życia, własności i wolności.
    W obronie Indian najodważniej występował dominikanin Bartolome de Las Casas, późniejszy biskup Chiapas w południowym Meksyku. W 1542 roku przedstawił cesarzowi Karolowi V swą Krótką relację o wyniszczeniu Indian. Jako gorliwy apostoł i obrońca Indian biskup Bartłomiej poświęcił niemal całe swe życie szerzeniu wiary Chrystusowej wśród Indian, broniąc ich przed chciwością i okrucieństwem Hiszpanów i skutecznie interweniował w ich sprawie na dworze hiszpańskim.
         ***
      Na zdjęciu: Bartolome de las Casas z Indianinem, obraz w US Kapitolu w Waszyngtonie, w skrzydle senatu.

 
     4 maja: Najeźdźcy hiszpańscy i misjonarze w Meksyku
 
    Najeźdźcy hiszpańscy Meksyku, na czele z Hernánem Cortésem z przerażeniem opisywali krwawy kult Azteków. A przecież sami potrafili być okrutni, chciwi i bezlitośni. Okupanci Meksyku byli też, jako chrześcijanie pobożni, szczerze przywiązani do swojej wiary. Niestety w równym stopniu byli przekonani o swojej duchowej wyższości. Krwawo podbijali Meksyk, a wytłumaczeniem dla ich brutalnych podbojów było przekonanie o tym, że trzeba  nawrócić Indian sprawujących krwawy, barbarzyński kult. Najeźdźcy hiszpańscy dokonali całkowitego podboju Meksyku praktycznie w dwa lata. Zaborcom europejskim nie udało się podbić Polaków przez blisko 130 lat, a w Meksyku udało się to w XVI wieku w dwa lata (1519-1521). Jak to możliwe?
    Po pierwsze dlatego, że, jak już wcześniej wspominaliśmy Aztekowie nie potrafili przetapiać metalu. Zatem nie produkowali broni palnej. Oddziały hiszpańskich zdobywców posługiwały się nią od dawna. Aztekowie nie osiodłali i nie udomowili również konia, który pozwoliłby się błyskawicznie przemieszczać ich armii, jak pozwalał armii europejskiej. Wreszcie nie wynaleźli w swojej odizolowanej społeczności koła, więc nie posiadali wozów, do których można byłoby zaprząc konia lub wołu i przewieźć wszystko, co potrzebne dla armii azteckiej.
    Władcy azteccy stworzyli wprawdzie doskonale funkcjonujący system przepływu informacji: od licznych prowincji, podporządkowanych niedługo przed przybyciem Hiszpanów, do centrum w Tenochtitlan. Każdy krok Ci jego ludzi, od dnia, w którym postawili stopę w Meksyku, znany był w stolicy. Mieli ich wszystkich jak na dłoni. Niestety Aztekowie zinterpretowali oddziały Cortéza jako wysłanniników boga Quetzcoatla, których przyjście akurat zapowiadały ich wierzenia. Aztekowie wierząc w przepowiednie, czekali na takich właśnie białych wysłanników bogów. Przekonanie, że przyszli do nich ci, na których oczekiwali, że oddziały Cortéza są znakiem łaskawości bogów, w których wierzyli na wiele tygodni sparaliżowała działania obronne Indian.
    Misjonarze podążąjący za oddziałami wojska hiszpańskiego mieli ułatwione zadanie. Indianie nawracali się na chrześcijaństwo chętnie i szybko. Byli rozczarowani brakiem skutecznej opieki ze strony własnych bogów, oddawali się w opiekę białego boga, "przybyłego" zza oceanu. Nową wiarę znakomicie godzili z tradycyjnymi obrzędami i zachowaniami, zwłaszcza śpiewem i tańcem; dopiero walczący i surowy Kościół wieku XVII zaczął tępić te „diabelskie praktyki”. Cortés aresztował władcę azteckiego Montezumę. Rozmawiając z nim przez kraty więzienia jest pełen podziwu dla królestwa azteckiego. Pisze w swych listach: Jednym słowem, istnieje wśród tych ludzi każdy rodzaj publicznego porządku i dobrego ułożenia, gdyż są oni rozumni i dobrze zorganizowani. Nawet to, co najlepsze w Afryce, nie może się z nimi równać. Zważywszy, że ludzie ci są barbarzyńcami, tak bardzo oddalonymi od wiedzy o Bogu i od kontaktów z innymi rozumnymi narodami, jest rzeczą zdumiewającą, jaki poziom mają we wszystkim”.
    W roku 1531, w toku objawień w Guadalupie i później Cortés jest w Meksyku bezpośrednim przedstawicielem króla Hiszpanii. Jedni mu wściekle zazdroszczą, inni mdląco mu pochlebiają. Ma władzę, mnóstwo pieniędzy i znajomości. A jednak Matka Boża w czasie ojawień spotka się z potomkiem wielkich wojowników azteckich, Juanem Diego Cuauhtlatoatzin, czyli Mówiącym Orłem. 
 
 
3 maja: Wierzenia Azteków - ofiary z ludzi

Początek XVI wieku w Meksyku, czas tuż przed objawieniem Matki Bożej z Guadalupy,  to schyłek ery panowania Azteków. Aztekowie byli ludźmi bardzo gościnnymi, pracowitymi, lubili rozrywkę i zabawy. Kochali i pielęgnowali kwiaty. Aztekowie wyhodowanymi przez siebie kwiatami witali kolonizatorów hiszpańskich. Aztekowie uwielbiali też sport, zwłaszcza grę w piłkę, budowano w państwie Azteków specjalne stadiony. Byli ludem niezwykle walecznym i wojowniczym, walcząc, nie bali się śmierci.
    Kultura aztecka rozwinęła się w całkowitej izolacji i bez obcych wpływów. Rozwinęli budownictwo, rzeźbę, tkactwo, złotnictwo. Odkryli pismo i kalendarz. Nie oswoili jednak zwierząt jucznych, nie odkryli koła, słabo rozwinęli metalurgię, nie znali żelaza ani stopu brązu, nie odkryli możliwości produkcji broni palnej. Najbardziej cenili jaspis, miedź, srebro i dopiero później złoto. Prawo azteckie było surowe i przewidywało ciężkie kary np. za pijaństwo czy kradzież. To właśnie Aztekowie dostarczyli Europejczykom wiele warzyw i owoców - kukurydzę, fasolę, dynię, ananasy, a także kakao, pieprz, tytoń.
    Aztekowie wierzyli, że byli narodem wybranym. Przyjęli na siebie obowiązek karmienia słońca, by ono miało siły wędrować po niebie. Jak wierzyli, słońce karmione musiało być ludzką krwią, a nawet bijącymi jeszcze sercami. Wiara Azteków przyznawał przywileje tym, którzy napoili słońce krwią. W nagrodę otrzymywali oni prawo przyłączenia do orszaku swojego boga. Wierzono, że po kilku latach od śmierci wracali oni na ziemię w postaci motyli lub kolibrów. Na ofiarę  bogom azteckim składano zazwyczaj jeńców wojennych. Dla pojmania  wystarczającej ilości jeńców do składania ofiar wojownicy azteccy organizowali tzw. wojny kwietne. Słońce nie było jedynym bogiem oczekującym na ofiarę z życia człowieka. Bóg deszczu Tlaloc oczekiwał ofiar z życia dzieci. Aztekowie nie bali się mu składać w ofierze niemowląt, ponieważ wierzyli, że ich dusze po śmierci trafiają do nieba. Łzy niemowląt miały natomiast sprowadzać deszcz na ziemię. Obrzędy religijne Azteków związane były z wieloma rytuałami, poprzedzane tańcami, procesjami. Miały też odpowiednią oprawę w postaci wielobarwnych strojów, masek rytualnych. Aztekowie wierzyli, że wszystko co posiadają, swoje życie, jedzenie i picie, słońce i deszcz, zawdzięczają łaskawości bogów. Bogowie przez swoją łaskę i ofiarę dali im życie. Dlatego Aztekowie oddawali im cześć i składali ofiary z ludzi. Niby piękne, ale przecież mroczne i przerażające - wierzyć w to, że bóg oczekuje naszej śmierci.
    Dziś Meksykanie czczą Matkę Bożą z Guadalupy jako Obrończynię życia poczętego i przynoszą niemowlęta do sanktuarium kilka dni po porodzie, prosząc Ją o opiekę nad ich życiem.


    2 maja: Warto odwiedzić Meksyk

    Meksyk należy do najpiękniejszych krajów na świecie. Wysokie, wiecznie ośnieżone szczyty, czynne wulkany, ciepłe plaże Morza Karaibskiego z krystaliczną wodą, dziewicze dżungle, głębokie kaniony, rozległe prerie porośnięte kaktusami - wszystko to znajdziesz w Meksyku. Kraj ten jest blisko 7 razy większy od Polski. Mieszka w nim prawie trzy razy więcej mieszkańców niż w Polsce. Stolicą Meksyku jest miasto Meksyk, jedno z najbardziej zaludnionych miejsc na świecie.
    W kuchni meksykańskiej liczą się trzy składniki: tortilla - okrągły placek z mąki kukurydzianej lub pszennej, podobny do naszego naleśnika, fasola, najczęściej czerwona i pikantne chili. Spotkasz tam, owszem wołowinę, wieprzowinę, mięso drobiowe, owoce morza, czy owoce cytrusowe, ale Meksykanin będzie je traktował jako dodatki. Najważniejsza jest tortilla, fasola i chili. Uważaj w Meksyku na sos (salsę). Zawsze spróbuj go do jakiego stopnia jest pikantny, zanim polejesz nim potrawę. Może się okazać, że spożywając potrawę obficie polaną sosem możesz doznać wytrzeszczu oczu : )
    Meksykanie zasadniczo mówią po hiszpańsku, ale na obrzeżach miast lub w wioskach spotkasz Indian posługujących się się ponad 60-cioma narzeczami. Przeciętny Meksykanin słabo zna angielski. Zdecydowanie bardziej woli, żeby turysta, który odwiedza ich kraj powiedział chociaż kilka słów po hiszpańsku, nawet gdyby je bardzo kaleczył niestaranną wymową. Meksykanin doceni ten wysiłek obcego i chętnie odpowie. Meksykanie są pozytywnie nastawieni do życia. Bardzo chętnie udzielają pomocy, nawet jeśli zupełnie nie rozumieją o co poprosił ich obcokrajowiec. Dobrze jest zapytać kilku Meksykanów o tą samą sprawę. Wtedy jest szansa, że zbliżysz się do prawdy w interesującej Ciebie sprawie. Meksykanie prawie nigdy nie mówią nie. Nie potrafią odmawiać. Trzeba jednak pamiętać, że im bardziej o czymś zapewniają, tym bardziej może się to nie spełnić.
    Meksykanie nie znoszą się spieszyć. Za to uwielbiają przekładać wszystko na jutro (mañana,). Uważają, że wszystko można zrobić, ale dlaczego akurat w pośpiechu, dlaczego wszystko naraz? : )
    Toltekowie, Olmekowie, Majowie, czy Aztekowie - Indianie zamieszkujący dzisiejszy Meksyk przed przybyciem Hiszpanów byli znakomitymi budowniczymi, matematykami, astronomami, fizykami, czy architektami. Mogliby konkurować z powodzeniem z uczonymi z innych starożytnych cywilizacji: chińskiej, perskiej, egipskiej, greckiej, czy rzymskiej.
    W tym kraju, w Meksyku, na wzgórzu Tepayac w Guadalupe, przed blisko 500 laty, 12 grudnia 1531 roku objawiła się Matka Boża.
    Co więcej? O tym mañana, czyli jutro : )
 
 
       1 maja: Z Maryją z Guadalupy modlimy się o pokój

     Owszem, każde sanktuarium maryjne jest niepowtarzalne. Każdy z nas umiałby powiedzieć choć kilka zdań o Matce Bożej Kalwaryjskiej, czy o tej Pani, która w Lourdes objawiła się św. Bernadetcie, czy o Maryi Fatimskiej objawiającej się Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie. Każdy z nas pewnie pamięta podanie, które opowiada o tym, że obraz MB Częstochowskiej, Królowej Polski został namalowany przez naszego patrona, św. Łukasza na desce ze stołu, który służył Najświętszej Rodzinie.
    Ale kto z nas wie, że nie w Fatimie, nie w Lourdes, nie w Częstochowie, nie w Kalwarii Zebrzydowskiej, tylko w Meksyku, w Guadalupie znajduje się najliczniej odwiedzane miejsce pielgrzymkowe na świecie. Co roku przybywa tam 20 milionów pielgrzymów. Kto z nas zna niezwykłą historię obrazu Matki Bożej z Guadalupe w Meksyku? Jej obrazu z Guadalupy nikt nie namalował. Ten obraz został z nieba podarowany Indianom, a przez nich całemu światu. Jest taka scena (dzieci mogą ją obejrzeć w najnowszym numerze Małego Gościa Niedzielnego) w której meksykański biskup klęka przed prostym, indiańskim chłopcem Juanem Diego. Właściwie nie przed nim klęka, tylko przed tym, co ujrzał. Zaskoczony Juan myślał, że przyniósł biskupowi róże, tymczasem na tilmie - rodzaju meksykańskiego płaszcza - przyniósł cudowny wizerunek Matki Najświętszej, która wcześniej kazała mu zerwać róże kastylijskie. Zerwał i niósł róże, a przedstawił biskupowi cudowny obraz. Jeszcze kilka dni wcześniej biskup nie wierzył w ani jedno słowo Juana, a teraz... Więcej dowiecie się w kolejne dni. Koniecznie musicie poznać historię tego cudownego objawienia.
     I koniecznie w czasie nabożeństw majowych powinniśmy pomodlić się o pokój na świecie. Wielu ludzi pyta ostatnio, czy będzie wojna. Wielu ludzi, którzy pamiętają poprzednią wojnę strasznie się tego boją, żeby nie wybuchła kolejna. Nikt nie chce wojny. Pan Bóg też nie chce wojny. Wiele razy mówił przez Maryję, że chce uratować świat. A Ona zachęcała do modlitwy. Nabożeństwa majowe to dobra okazja do modlitwy o pokój. Prośmy w tym roku podczas majówek Matkę Bożą, zwłaszcza Maryję z Guadalupe o pokój. Ona chce nas uratować przed wszelkim złem. Jak najlepsza Mama nigdy nas nie zostawi.
    Nie opuszczajcie żadnego nabożeństwa majowego.

Menu:

Kalendarz litrugiczny:

 
Piątek XX tygodnia okresu zwykłego
18 sierpnia 2017r.

Warto wiedzieć:

Warto wiedzieć:

 

… za ojca różańca uważa się świętego Dominika;

… modlitwa różańcowa szybko stała się orężem w walce ze złem, z wrogami wiary;

… przykładem skuteczności tej modlitwy była wygrana w bitwie morskiej pod Lepanto w 1571 roku z flotą turecką;

… Pius V ustanowił dzień
7 października świętem Matki Bożej Różańcowej;

… Maryjny charakter października określił papież Leon XIII w 1885 roku;

… do rozpowszechnienia modlitwy różańcowej przyczyniły się także objawienia w Lourdes, Fatimie, a także w Gietrzwałdzie;


 


xtml
css
e-parafia